Białoruś 2019 – Mińsk cz.1. – Socrealistyczna witaj stolico!

Sobotni poranek, człowiek nieco zaspany po całonocnej jeździe, lekko opóźniony autokar wtacza się na centralny dworzec autobusowy. Tak zaczyna się białoruska przygoda. Witaj Mińsk! Co prawda, rok wcześniej byłem z krótką wizytą w Grodnie, więc jakieś tam pojęcie o Białorusi miałem, jednak co stolica, to stolica. Dworzec mimo wczesnej pory zatłoczony, ale czysty, zupełne przeciwieństwo podobnych przybytków z sąsiedniej Ukrainy. Niestety, ulokowany na parterze galerii handlowej, a przez to jest strasznie ciasno, nisko, klaustrofobicznie, ciemno i duszno od spalin, ale da się przeżyć. Łapię metro do hostelu zostawić bagaże i wracam ponownie pod dworzec, by tam za porządkiem zacząć zwiedzanie. Ale nie tak szybko, nie tak łatwo! To w końcu dawne ZSRR, przygody muszą być! Metro, teoretycznie i praktycznie pod ziemią, wchodzę więc do tunelu gdzie powinna być stacja, ale metra nie widać i nie słychać, zamiast tego trafiam do podziemnej galerii handlowej. Wracam, idę, szukam dalej. Metro znalazłem po kilku minutach idiotycznego kręcenia się w kółko, bo kto mądry wpadnie na pomysł, że wejście na stację będzie przez zwykłe drzwi z poziomu ulicy prowadzące na pierwszy rzut oka do jakiegoś urzędniczego budynku. A jednak! Daleko nie uszedłem i już jestem zaproszony przez strażników na kontrolę. Bagaż na skaner, ja pod wykrywacz metali. Na szczęście szybko, miło, formalność.

„Wrota Miasta” – taki widok wita każdego przybywającego do miasta pociągiem i autobusem

Po niedługim czasie ponownie melduję się w centrum, a dokładniej pod dworcem kolejowym. Jednym z symboli Mińska są tzw. Wrota Miasta, czyli monumentalna budowla składająca się z dwóch 11-piętrowych wież tworzących symboliczne wejście do miasta. Zaproszenie do idealnego świata, w którym króluje socrealizm, sierp i młot oraz czerwony kolor. Wrota znajdują się dokładnie naprzeciwko głównego wejścia na dworzec kolejowy. Żaden przybywający podróżny nie ominie tego miejsca.

Jest i drobny element przypominający o trwających Igrzyskach, są nawet ludzie wyglądający na turystów.

Kilka kroków i jestem już na Placu Niezależności. Potężny plac i jeszcze potężniejsza pustka i nicość na nim. Można poczuć się lekko przytłoczonym, ale spokojnie, to dopiero rozgrzewka 😉 Zastanawiacie się gdzie są ludzie? – Większość siedzi w domach, bo komu się chce spacerować w sobotę przed południem?, a ci co nie mogą usiedzieć, to są w galerii handlowej ulokowanej pod placem. Poza ogólną pustką, uwagę zwraca przede wszystkim wysoki gmach Państwowego Uniwersytetu Pedagogicznego, który przyozdobiony jest, co by nie mówić, piękną „reklamą” zbliżającego się Dnia Niezależności. Tuż obok ogromny budynek, tzw. Dom Rządu, siedziba rządu Republiki Białorusi.

Dom Rządu – budynek tak ogromny, że nie sposób zmieścić go w kadrze
„Wujek Lenin”, chcemy nie chcemy, to podczas wizyty na Białorusi trzeba się z nim zaprzyjaźnić, ponieważ codzienne spotkania z nim są w zasadzie gwarantowane.

Socrealizm w architekturze i urbanistyce to przede wszystkim ukazanie potęgi władzy i państwa. Monumentalność budowli, powszechna symetria, nawiązania do innych stylów, m.in. klasycyzmu. Do tego bardzo szerokie ulice potocznie określane prospektami, wielkie betonowe place….wszystko to sprawia, że zwykły szary obywatel czuje się malutki, przytłoczony, zagubiony w potędze miasta i totalitarnego państwa.

Białoruś jest jedynym postsowieckim państwem, w którym do dnia dzisiejszego funkcjonuje KGB, czyli Komitet Bezpieczeństwa Państwowego. Zajmuje się on tworzeniem sieci wywiadowczej, ochroną władzy i funkcjonariuszy publicznych , zapewnieniem szeroko pojętego bezpieczeństwa wewnętrznego, a także pewnie jeszcze kilkoma innymi rzeczami, o których nikt nie ma pojęcia 😉 Siedziba główna mieści się przy Prospekcie Niezależności (będącego główną ulicą Mińska), teoretycznie obowiązuje całkowity zakaz fotografowania tego obiektu. Jeszcze kilka lat temu za zrobienie zdjęcia mógłbym mieć spore problemy, teraz w tej kwestii podejście jest już bardziej liberalne, jednak mimo to nie radzę stawać z aparatem bezpośrednio przed głównym wejściem.

Siedziba KGB. Zdjęcie, które teoretycznie nigdy nie powinno powstać
…i z nieco innej perspektywy

Wspominałem że Mińsk i socrealizm to potężne, wiejące pustką place? Oczywiście, że tak. Na potwierdzenie tych słów kolejny już plac – Plac Październikowy (to pod nim krzyżują się dwie linie mińskiego metra). Znajdziemy tu dwa ciekawe „pałace” – Pałac Republiki w którym funkcjonuje coś na styl teatru/opery oraz Pałac Kultury Związków Zawodowych, gdzie również jest scena teatralna.

Pałac Związków Zawodowych. Po lewej czai się milicyjny radiowóz (milicja jest dosłownie wszędzie i trzeba to zaakceptować), a po prawej jedno z zejść na stację metra Kastrycznickaja
Po lewej Pałac Republiki, na prawo budowane centrum biznesowe „Kapitał Pałac”. Nawet sobie nie wyobrażacie jak bardzo wiało na tych pustych przestrzeniach

Pochodziłem, pozwiedzałem, więc czas coś zjeść. Oczywiście można pójść do McDonalda, który też jest w pobliżu, ale to by było zbyt oczywiste. Proponuję odwiedzić znajdujący się przy wspominanym Prospekcie Niezależności Uniwersam Centralny. Jest to państwowe centrum handlu składające się z domu towarowego (w którym jest dosłownie wszystko co do życia potrzebne i niepotrzebne), supermarketu spożywczego (bardzo nowoczesnego i dobrze wyposażonego) oraz części gastronomicznej, która jest zdecydowanie najciekawsza i najbardziej przydatna strudzonemu turyście. Przekroczenie progu tego przybytku, to jak przeniesienie się do lat 50. i 60. Co będę się rozpisywał na ten temat, sami zerknijcie na zdjęcia poniżej (oczywiście wykonane telefonem z ukrycia, by nie wzbudzać żadnych podejrzeń, ani nie zwrócić na siebie uwagi czujnego ochroniarza) W jednej z części możemy zjeść wszelkiego rodzaju kotlety, pieczone kartofle, kiełbasy, „pączki z jajkiem” na ciepło lub zimno, jak kto lubi i chce. Na miejscu i na wynos. Ceny wynoszą dosłownie kilka rubli. Nie może zabraknąć również alkoholi, od piwa, przez wódkę, na ginie, rumie i whisky kończąc. Wiele osób po prostu przychodzi, kupuje malutki kubeczek czegoś mocniejszego, wypija i idzie dalej. Ot, taki przerywnik w zabieganym dniu. Krzeseł tu nie ma, stołów nie ma, wystarczy jeden długi blat wzdłuż okien. Druga część tego przybytku, to „dział słodkości”, kawa, herbata i przeróżne ciasta, tutaj dla odmiany jest kilka stolików.

Na pierwszym planie część cukiernicza, w oddali na drugim końcu pomieszczenia część z daniami na słono i alkoholem
W kolejce po piwo i kotleta
Posiłek w towarzystwie kołchoźników? – Dlaczego nie?!
Prospekt Niezależności
Akcenty z okresu ZSRR są powszechnie obecne w przestrzeni miasta, nie trzeba ich nawet specjalnie szukać
Ulice, nie tylko te główne, bardzo szerokie, co potęguje pustkę. Większy ruch wbrew pozorom zaczyna się dopiero późnym popołudniem i wieczorem

Miłośnicy zabytków architektury będą w Mińsku rozczarowani. Obiektów sprzed 1945 roku w mieście właściwie nie ma, wszystko co wygląda na stare w większości przypadków jest odbudowane. W latach 1941-1944 Mińsk znalazł się pod okupacją niemiecką, a latem 1944 został odbity przez sowietów. Zabytkowa zabudowa w wyniku ciężkich walk legła w gruzach, a miasto uzyskało zaszczytny tytuł „miasta-bohatera”. Od przełomu lat 40. i 50. rozpoczęła się odbudowa Mińska, już w stylu socrealizmu. Obecnie coraz częściej pojawiają się informacje o chęci wpisania miasta na listę UNESCO właśnie ze względu na tak doskonale zachowany socrealistyczny układ i architekturę. Osobiście trzymam za to kciuki.

„Mińsk – miasto bohater”
Nowa zabudowa mieszkalna poza ścisłym centrum również nawiązuje do stylu socrealizmu. Tramwaj, rzecz jasna, produkcji lokalnej białoruskiej
6 pasów w jednym, 4 w drugim kierunku. Grunt to przepustowość!
Białoruski Cyrk Państwowy. Siedziby „stacjonarnych” cyrków są bardzo popularne w krajobrazie największych miast b.ZSRR. Sztuka cyrkowa stała (i stoi) tam na najwyższym światowym poziomie, a wizyta na cyrkowych występach to popularna spędzenia czasu

Odbiór miasta i architektury zmienia się wieczorem oraz po zmierzchu. Po pierwsze, dopiero wtedy na ulice wylewa się morze pieszych i samochodów, robi się gwarno, ulice zaczynają tętnić życiem…a po drugie…kiedy robi się ciemno zapalają się światełka, a właściwie tysiące światełek. Kolorowe węże świetlne, niczym tandetne uliczne ozdoby bożonarodzeniowe rozświetlają główne (czytaj najszersze) mińskie ulice. Jakby tego było mało, właściwie wszystkie fasady wzdłuż tych ulic również są oświetlone. Szczerze mówiąc, może i wygląda to dziwnie, ale tworzy fajny specyficzny klimat. Miasto staje się jakby przyjaźniejsze, bliższe człowiekowi.

Plac Październikowy w blasku zachodzącego słońca
Po zmroku miasto zmienia swoje oblicze…

W kolejnym wpisie dla kontrastu pokażę zupełnie inne oblicze Mińska, bo nie samym Sojuzem i socrealizmem miasto i człowiek tu żyje 🙂

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *