Białoruś 2019 – Mińsk cz.2. – Ludzka strona miasta

Mińsk na pierwszy rzut oka, no i po tym co pokazałem w poprzednim wpisie, sprawia wrażenie miasta nieprzyjemnego, smutnego i przytłaczającego. Cóż, tego stereotypu, a właściwie faktu nie będę się podejmował obalać, bo zwyczajnie jest to nierealne lub prawie nierealne. Tym razem postaram się pokazać jednak inną stronę miasta, tą przyjemniejszą, bliższą człowiekowi. Najłatwiejsze zadanie to nie jest, ale im więcej kilometrów po Mińsku się przejdzie, tym powinno być to choć odrobinę prostsze zadanie. Spróbujmy!

Jak już poprzednio wspominałem, Mińsk został zrównany z ziemią w czasie ciężkich walk w 1944 roku. Zabytkowa tkanka miasta legła w gruzach, a w jej miejsce pobudowano w duchu stalinizmu. Jest jednak pewne miejsce w centrum, które próbuje nawiązywać do przedwojennego oryginału. Nazywa się Górne Miasto i jako jedyne zasługuje by określić je mianem starówki. Nie ma co się jednak spodziewać tutaj drugiego Krakowa, czy Torunia, ale po kolei. Historia tego miejsca zaczyna się już w XI wieku z chwilą wybudowania nad brzegiem pobliskiej rzeki Świsłocz zamku. XV i XVI wiek to nadanie praw miejskich i wybudowanie ratusza, w kolejnych latach okoliczna zabudowa gęstniała i własnie tutaj tworzyło się centrum (także to geograficzne) miasta.

Spacerując pomiędzy coraz liczniejszymi kawiarenkami, restauracjami i budkami z pamiątkami nie sposób nie natknąć się na kilka zabytków i „zabytków”. Miano tego najważniejszego bez wątpienia dzierży widoczny na zdjęciu powyżej Sobór Ducha Świętego, obecnie świątynia prawosławna, pierwotnie kościół bernardynek. Kilkadziesiąt metrów dalej znajdziemy XVIII wieczny klasycystyczny Ratusz. No dobra, nie do końca. Ratusz został odbudowany w latach 2002-2004. Na pierwszy rzut oka wygląda może i nie najgorzej, jednak wystarczy podejść bliżej, by powiało tandetą i nędzną jakością wykończenia. Nie mniejszych wrażeń dostarczy wejście do środka, gdzie swoją siedzibę pewne lokalne muzeum. Było tam jednak na tyle nieprzyjemnie i dziwnie, że wyszedłem jeszcze szybciej niż wszedłem.

Po drugiej stronie ulicy natkniemy się na wciśniętą w pierzeję zabudowy XVIII wieczną Archikatedrę Najświętszej Maryi Panny. Jednak i jej nie oszczędziła historia, a ściślej ujmując Sowieci. W 1951 roku rozebrane zostały obie wieże i przebudowano fasadę tak, by zniszczyć wszelkie ślady, że mogła to być budowla sakralna. Wnętrza zaadaptowano na siedzibę klubu sportowego Spartak i sekcję białoruskiego centrum taekwondoo. W roku 1993 kościół trafił do rąk katolików i rozpoczęła się jego przebudowa, a właściwie przywracanie do stanu oryginalnego. Ponowne otwarcie i poświęcenie archikatedry miało miejsce w 1997 roku.

 

Wyraźnie widać, że wieże powstały w innym okresie niż reszta fasady. Wielki „potykacz” przypomina natomiast o zbliżającym się święcie narodowym…

 

Patrząc na zdjęcie aż trudno uwierzyć w zmiany które zaszły , tutaj lata 80.

 

…opis chyba zbędny

 

Mińska „starówka” to również kilka bardziej klimatycznych uliczek i miejsc

Większość dużych (i nie tylko) miast w dawnym ZSRR położona jest dosłownie pośrodku niczego, z dala od większych atrakcji, morza, jezior, gór…często też brak spektakularnego centrum, czy uroczego starego miasta. A jednak gdzieś trzeba spędzać czas wolny, gdzieś się relaksować, bawić, spotykać…i jak dla mnie właśnie włodarze i mieszkańcy takich miast są mistrzami w tworzeniu sobie atrakcji z niczego. Najprostszy przykład na zdjęciach poniżej. Płynąca przez Mińsk niezbyt ciekawa rzeka Świsłocz, wystarczy jednak w jej biegu stworzyć najzwyklejsze w świecie jezioro i już mamy super miejsce do spędzenia czasu. Wokół jeziora szeroki chodnik w stylu promenady, do tego lokalni przedsiębiorcy wypożyczający łódki i kajaki wodne, miniaturowa wysepka…Niby nie tak wiele, a jednak! Miejsce oblegane przez mieszkańców, spacerujących i jeżdżących na rowerach z jednego końca na drugi. W pogodne letnie wieczory na tafli jeziora wręcz się korkowało od dziesiątek pływających łódek. I tak płyną błogie godziny w wielkim mieście…

 

Tuż obok budują się kolejne nowoczesne biurowce, funkcjonują hotele światowych marek, czy całkiem spora galeria handlowa. Z tej perspektywy wygląda nawet całkiem nieźle

 

Po lewej fragment małej wyspy na jeziorze. Zawsze to jakaś dodatkowa atrakcja, a po prawej przykład handlu, w zasadzie wszystkim od pamiątek na czapkach i kapciach kończąc

 

Kto chętny wypożyczyć?

Spędzając miło czas nad jeziorem nie sposób zwrócić uwagi na pewien potężny budynek. Bezwstydnie dominuje nad całą okolicą skupiając na sobie wzrok niejednego przechodnia. Kolejne dziecko Związku Radzieckiego? Dzieło Republiki Białorusi? Możecie być zaskoczeni, ale to obiekt wybudowany całkiem niedawno, w latach 2009-2013. Apartamentowiec nazywany „Domem Czyża”, którego prestiż przyćmiewa całą okolicę i nie tylko. Ceny apartamentów jak na warunki białoruskie niemałe, bo od 3.000 $ za metr kwadratowy. Budynek szybko po wybudowaniu trafił na listę…wątpliwych budynków i tych które należy jak najszybciej zburzyć. Dziwicie się? Ja nie.

 

Nawet nie wiem jak opisać wygląd zewnętrzny. Na prawdę nie wiem. No dobra, uznajmy, że jest „oryginalny i jedyny w swoim rodzaju”

Gdyby nie „Igrzyska Europejskie”, to nie byłoby tego wpisu, bo bym nie przyjechał na Białoruś, więc wypadałoby wspomnieć co nieco o arenach sportowych. Zawody na które miałem bilet oczywiście sobie odpuściłem, dopiero po powrocie do domu postanowiłem z ciekawości sprawdzić, gdzie się one odbywały…okazało się że na dosłownym końcu miasta. Dużo raczej nie straciłem. Zostańmy w centrum. Kilka kroków od jeziora znajduje się jeden z najstarszych mińskich obiektów sportowych – hala „Pałac Sportu”. Wybudowana w latach 60. była (i w zasadzie jest) reprezentacyjną areną goszczącą wiele różnych dyscyplin, od podnoszenia ciężarów, przez hokej, na boksie kończąc. Delikatnie mówiąc, czasy świetności ma jednak już za sobą.

 

Pałac Sportu

 

Tuż obok znajdowała się strefa kibica. Za dnia konkursy, wieczorem koncerty, zabawa, piwo i kiełbasa…dużo kiełbasy!

Główną areną Igrzysk był jednak stadion, a ściślej rzecz ujmując Stadion Dynama. Moim zdaniem bardzo ładny, z zachowanym stylem, liczy sobie, uwaga aż 85 lat! W 2018 roku zakończyła się jego gruntowna modernizacja. Przebudowana została również znajdującą się tuż obok ulica wraz z linią tramwajową. Jeśli macie wątpliwości oglądając poniższe zdjęcie, to tak, wtedy trwały zawody, niestety ludzi wokół w zasadzie nie było, na trybunach również puściutko.

 

Stadion po przebudowie, czyli połączenie starego z nowoczesnością. Efekt zaskakująco dobry

Na koniec wizyty w Mińsku (może nie dosłownie koniec, bo Mińsk był moim „domem” na 3 dni i stanowił także bazę wypadową) fajnie by było spojrzeć na miasto z góry. Taką opcję daje nam Biblioteka Narodowa, a ściślej rzecz ujmując taras widokowy na jej szczycie. Biblioteka znajduje się spory kawałek od centrum, ale wygodny i szybki dojazd zapewnia metro (stacja Uschod). Wjeżdżając na powierzchnię bez problemu każdy dostrzeże nietypową bryłę budynku. Jego budowa została ukończona całkiem niedawno, bo w 2016 roku. Jako ciekawostkę dodam, że pomysł budowy nowego obiektu został rzucony już w 1989 roku, tak więc wszystko ciągnęło się niemiłosiernie.

 

Szklana elewacja po zmroku zachwyca różnokolorowymi iluminacjami, mi jednak nie było dane tego zobaczyć.

Wejście na taras widokowy jest niezależne i znajduje się na tyłach obiektu, na szczęście są (słabo widoczne) kartki ze strzałkami jak tam dojść. Sam jak głupi kilka minut gimnastykowałem się z zamkniętym głównym wejściem zanim odkryłem co i jak. Na szczęście taras czynny jest dużo dłużej niż sama biblioteka. Wstęp płatny, ceny rzędu kilku rubli. Na szczyt wjeżdża się panoramiczną windą, do której wszyscy chętni pakowani są przez panią z obsługi, której obowiązkiem jest również wciśnięcie przycisku. Można jechać! Z racji sporej odległości od ścisłego centrum miasta, jest ono z punktu widokowego w zasadzie niewidoczne, jednak okoliczna zabudowa i plenery w zupełności to wynagradzają. Ponoć najpiękniejsze widoki są o zachodzie słońca i ja się z tym zgadzam.

 

Mińsk w budowie – po prawej nowe osiedle mieszkaniowe, po lewej galeria handlowa. Galeria w standardzie jak najbardziej europejskim, warto tam zajrzeć chcąc coś zjeść po wizycie na tarasie. Oferta gastronomiczna i nie tylko bardzo bogata

 

Nowoczesna architektura niekoniecznie najwyższej klasy. Grunt, żeby zmieściło się jak najwięcej mieszkań

Przy okazji zwiedzania Biblioteki warto przejść na drugą stronę ulicy i choć kilka chwil poświęcić na tutejsze blokowisko. Jakże odmienne od tych setek, albo tysięcy innych poradzieckich blokowisk. Jest czysto, bezpiecznie, infrastruktura zadbana, a idąc chodnikiem nie trzeba mieć obaw że coś z góry spadnie na głowę. Przede wszystkim polecam jednak spojrzeć ponad siebie, niekoniecznie w niebo, ale na ściany szczytowe najwyższych wieżowców. Przyozdobione misternie wykonanymi mozaikami. Piękne z oddali, jednak dopiero przy bliższym spojrzeniu widać jak ciężka i precyzyjna praca została tu wykonana.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *