Kaukaz 2019 – Mccheta oraz Monastyr Dżwari

Trzeci dzień w Gruzji, w tym drugi pełny, czas zacząć. Poprzedni w całości poświęciłem na zwiedzanie Tbilisi, zatem czas wyjechać za miasto. Za cel pierwszej wycieczki obieram sobie nieodległą miejscowość, Mcchetę.

Mccheta to jeden z punktów obowiązkowych wizyty każdego turysty w tym kraju, więc jak można się domyśleć dojazd tam nie powinien stanowić większego kłopotu, tym bardziej że do pokonania z Tbilisi jest jedynie około 25 kilometrów. Opcji dotarcia jest kilka, każdy więc znajdzie coś wygodnego dla siebie. Większość turystów wykupuje kilkugodzinną zorganizowaną wycieczkę w jednym z licznych lokalnych biur turystycznych, wynajmuje samochód z kierowcą lub łapie zwyczajną taksówkę. Ja decyduje się na najmniej turystyczną opcję, jadę tak jak jeżdżą miejscowi, a więc marszrutką. Każdy podróżnik chcący wyjechać marszrutką poza miasto powinien zlokalizować i zapamiętać najbardziej strategiczne miejsce – dworzec Didube znajdujący się przy stacji metra o tej samej nazwie. Dojazd w to miejsce nie będzie więc stanowił najmniejszego problemu.

Dworzec autobusowy Didube. W oddali po lewej widoczny budynek stacji metra (linia na tym odcinku biegnie na powierzchni)

Określenie „dworzec autobusowy” w kontekście Didube jest bardzo na wyrost. Wychodząc z tunelu metra trafiam na ogromny, zatłoczony, zakurzony i rozgrzany plac. Chaos w najpiękniejszym postradzieckim wydaniu. Busy w poszczególne kierunki odjeżdżają ze zgrubsza określonych rejonów, te jednak są znane tylko miejscowym. Trzeba więc się rozpytywać kierowców gdzie może stać interesująca nas marszrutka. Znalezienie mojej do Mcchety zajęło mi dobre kilka minut.

Didube jest piekielnie zatłoczone, trzeba umiejętnie lawirować między jadącymi z każdej strony busami, samochodami, straganami i wszystkim innym niespodziewanym, co się może pojawić
No to w drogę…

Po około pół godziny jazdy docieram do celu. Mccheta to jedno z najstarszych gruzińskich miast, uznawana jest również za pierwszą stolicę kraju. To tutaj jest również centrum religijnego życia Gruzji. XI wieczny sobór Sweti Cchoweli został wybudowany w miejscu pierwszej chrześcijańskiej świątyni z IV wieku. Warto przy tym wspomnieć, że Gruzja to drugie najstarsze państwo, które przyjęło chrześcijaństwo (pierwsza jest Armenia).

Przyjechałem dosyć wcześnie, jeszcze przed zorganizowanymi wycieczkami. Na głównej handlowej ulicy większość stoisk jeszcze zamknięta

Swoje pierwsze kroki w Mcchecie kieruję do katedry Sweti Cchoweli. Świątynia ta pełniła funkcję głównej siedziby władz Gruzińskiego Kościoła Prawosławnego (obecnie siedziba została przeniesiona do nowo wybudowanego Soboru Trójcy Świętej w Tbilisi). Wejście do katedry jest darmowe, w sezonie trzeba jednak liczyć się z dużą liczbą turystów, o cichej i spokojnej kontemplacji tego XI wiecznego zabytku można wówczas niestety zapomnieć.

Kompleks katedralny widziany od zewnętrznej strony murów

Będąc w Mcchecie warto odwiedzić jeszcze jedno nieodległe miejsce – Monastyr Dżwari. Położony jest on na górującym nad miasteczkiem wzgórzu. Nie dojedziemy tam transportem publicznym. Jedną z opcji dotarcia jest złapanie taksówki, które parkują m. in. na placu przed głównym wejściem do katedry. Tak też zrobiłem. Cena…cóż, trzeba się targować, a najlepiej znaleźć na poczekaniu innych chętnych chcących pojechać w tym samym kierunku. Pierwszą kwotą jaką zaproponował mi taksówkarz było 40 lari, udało mi się zbić ją to 30 lari, co byłem już w stanie zaakceptować. W chwili gdy mieliśmy już ruszać, znalazł się jeszcze jeden turysta i tym samym cena spadła do 20 lari od głowy.

W oddali widać już cel podróży

Po około kwadransie jazdy meldujemy się u celu. Kierowca zostaje na parkingu, wstępnie umawiamy się, że wrócę za około pół godziny, może trochę dłużej. Ten czas powinien w zupełności wystarczyć na zwiedzenie niewielkiej świątyni oraz podziwianie roztaczających się wokół przepięknych widoków.

Historia świątyni Dżwari (co w tłumaczeniu oznacza krzyż) sięga połowy VI wieku. To tutaj na wzgórzu miała się modlić Święta Nino, apostołka która nawróciła Gruzję na religię chrześcijańską. Dzisiaj świątynia jest jednym z najbardziej symbolicznych i znanych miejsc w kraju, podobnie jak roztaczający się stąd widok na Mcchetę i ujście rzeki Aragwi do Kury.

Pocztówkowe ujęcie – ujście rzeki Aragwi do Kury
…oraz widok na Mcchetę. W centralnej części kompleks katedralny
Fragment tzw. Gruzińskiej Drogi Wojskowej – trasy prowadzącej na północ w kierunku najwyższych szczytów Kaukazu i granicy z Rosją

Kierowca taksówki czeka na parkingu, można więc wracać do Mcchety. Nie ma powodów w takich przypadkach by się obawiać, że szofer ucieknie, ponieważ zapłata odbywa się dopiero na samym końcu podczas wysiadania.

Ponieważ katedra oraz Monastyr Dżwari, a więc dwa obowiązkowe dla mnie punkty wycieczki, już odwiedzone, postanawiam sobie pospacerować po miejscowości bez większego celu. Na początek kieruję się w stronę pokazywanego z góry ujścia rzeki.

Coraz bardziej zatłoczone centrum pozostawiam na jakiś czas za sobą
Praktycznie w każdym przydomowym ogródku można znaleźć winorośla (w końcu Gruzja winem stoi)
…albo nie mniej popularne granaty

Mccheta ze względu na niewielką odległość od Tbilisi, kameralność i, co tu dużo nie mówić, piękne położenie ciągle się rozwija. Budują się nowe osiedla, siedziby urzędów i innych instytucji. Idąc jeszcze dalej można się natknąć na niewielkie, typowe postradzieckie blokowiska, jednak ich skala jest dopasowana do klimatu miejsca i przez to nie są aż tak przytłaczające. Właściwie w ogóle nie przytłaczają, ani nie dominują krajobrazu. Polecam udać się na taki krótki spacer po zdecydowanie nieturystycznych miejscach.

W oddali ruiny twierdzy, do których dojście postawiłem sobie za cel spaceru. Po prawej natomiast przykład nowoczesnej architektury jednego z lokalnych urzędów.
Odważna, ciekawa architektura
Po kilku chwilach docieram do niewielkiego osiedla z czasów Związku Radzieckiego
Widoków z okna można pozazdrościć…

Po kolejnych kilkunastu minutach spaceru w męczącym wrześniowym upale docieram do ruin twierdzy Bebris Ciche. Ciężko znaleźć o niej więcej informacji, jednak położenie na północnych peryferiach miasta w bezpośrednim sąsiedztwie drogi wjazdowej może zdradzać jej obronny charakter w sytuacji ataku właśnie od północy. Ruiny wydają się zapomniane, kompletna pustka wokoło, do tego jedyna ścieżka prowadząca na szczyt nie wydaje się zbyt bezpieczna, więc odpuszczam sobie wejście na górę. Kilka zdjęć z poziomu ulicy i zawracam do centrum.

Ostatnim miejscem, które odwiedzam w Mcchecie jest Monastyr Samtawro. Ten otoczony ogrodem żeński klasztor, tak jak katedra Sweti Cchoweli znajduje się na liście UNESCO. Wspominając przy tym pokazaną już wcześniej świątynię Dżwari, można śmiało mówić o sercu i początkach gruzińskiego chrześcijaństwa związanego właśnie z tymi trzema zabytkami i osobą Świętej Nino.

Na koniec pozostaje mi już tylko ostatni raz przejść przez centrum miasta i udać się w kierunku drogi wyjazdowej. Kilka chwil czekania przy krawężniku i pojawia się marszrutka, która zabiera mnie do Tbilisi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *