Wielkie Tyrnowo – bułgarskie miasto na wzgórzach

Poranek, dojadam śniadanie w piekarni na dworcu kolejowym w Sofii. Mam jeszcze kilkadziesiąt minut do odjazdu swojego autobusu. Wokół szaro od papierosowego dymu. Tutaj palą niemal wszyscy. Zakopcony chodnik przed wejściem, tytoniowa woń również wewnątrz budynku. O godzinie 8 odjeżdża mój autobus do Wielkiego Tyrnowa. Pozostaje mi podejść do oddalonego o kilkadziesiąt metrów od kolejowego, dworca autobusowego (niemal bezpośrednio przed wejściem do hali dw. kolejowego również znajdują się stanowiska autokarowe, te jednak przeznaczone są dla komunikacji międzynarodowej). W oczekiwaniu na odjazd dla pewności sumienia podchodzę do kasy (bilet kupiłem przez internet na stronie przewoźnika Union Ivkoni mając jego wydruk), pani w okienku uznała, że jest wszystko się zgadza, jednak musi mi na podstawie biletu z e-maila wydrukować tradycyjny paragon.

Kurs relacji Sofia-Warna. Z zachodu na wschód przez cały kraj.

Moim celem jest miasto Wielkie Tyrnowo. Położone w centralnej części kraju, dokładnie w połowie drogi pomiędzy Sofią, a Warną. Po 3 godzinach jazdy docieram do celu. Czuję się jakbym wysiadł w zupełnie innym kraju, w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu tych słów. Chaotyczna, głośna, betonowa Sofia została gdzieś daleko, a ja znalazłem się w miejscu gdzie czas płynie wolniej, słońce jakby przyjemniej grzeje, budynki i krajobrazy piękniejsze i w ogóle jakoś przyjemniej.

W. Tyrnowo liczy sobie około 70 tysięcy mieszkańców, co jak na bułgarskie warunki czyni go miastem, można powiedzieć, średnio-dużym. Znane jest ze swojej bogatej historii, licznych zabytków, pięknego położenia oraz specyficznego, przyjemnego klimatu najstarszej jego części. To właśnie tam, w zabytkowej części miasta toczy się turystyczne, jednak dość leniwe, życie miejscowości. Wysiadam na głównym dworcu autobusowym położonym niedaleko centrum, w południowo-wschodnim fragmencie miasta (to dość istotne, bo w W. Tyrnowie są co najmniej dwa miejsca pełniące funkcję dworców autobusowych). Kilkanaście minut spaceru do pensjonatu i mogę ruszać na zwiedzanie. Dochodzi południe, mam tu do spędzenia cały dzień, bo kolejnego poranka udaję się już dalej.

Położony w sercu starej części miasta mój pensjonat
…z dość ciekawym wystrojem pokoi

Zanim przyjechałem do miasta, sam się zastanawiałem dlaczego akurat je wytypowałem do odwiedzin. Nie jest ono bowiem najbardziej znanym bułgarskim miejscem, nie przewija się w folderach biur podróży, przewodników, mało kto wspomina o nim również na swoich blogach. Wtedy też przypomniałem sobie widziany wcześniej w Internecie pocztówkowy widok na zabytkową, kaskadową zabudowę zlokalizowaną na dość stromym zboczu. Widząc go od razu stwierdziłem, że muszę tam pojechać i że na pewno będzie tam fajnie i ciekawie. Nie pomyliłem się.

Najlepszym miejscem do rozpoczęcia zwiedzania jest zlokalizowany w dolnej części miasta, w zakolu rzeki Jantry punkt widokowy. Jak na dłoni widać stąd pnącą się w górę, gęstą zabudowę. Najlepiej udać się tu około południa, wówczas słońce idealnie oświetla budynki. Tuż obok znajduje się natomiast pomnik dynastii Asenowiczów – XII i XIII wiecznych władców ówczesnej Bułgarii.

Monument Asenowiczów

Po takim wstępie mogłem już ruszyć w kierunku wąskich, zabytkowych uliczek. Niektóre z nich były na tyle wąskie, że w zasadzie wykluczały jakikolwiek ruch drogowy. Gęsta zabudowa dawała przyjemny cień, a od murów bił chłód. Jest to szczególnie istotne podczas letnich upałów, biorąc również pod uwagę południową ekspozycję zabudowanego stoku. Przez większą część spaceru czułem się jakbym wędrował po śródziemnomorskim, np. greckim miasteczku. Tylko morza brakowało.

Stara część Wielkiego Tyrnowa, to jednak nie tylko wąskie, strome uliczki. To również tętniące życiem miasto z licznymi sklepami, restauracjami i kawiarniami. W zasadzie brak tu tak popularnej w turystycznych miejscach tandety, kiczu oraz męczącego wszechobecnego gwaru. Są za to wyremontowane budynki, zadbana zieleń i zabytki.

Tym, co mnie szczególnie zaskoczyło, to bardzo duża ilość sklepów z pamiątkami, w których dominowały lokalne, bułgarskie wyroby. Nie żadna masowa produkcja, a właśnie dzieło tutejszych rąk. Zaczynając od popularnych magnesików, na drzeworytach kończąc. Jednym z symboli Bułgarii są także róże. Wyroby z tych kwiatów również można dostać niemal w każdym sklepie – suszone płatki zapachowe, kosmetyki, herbaty, a nawet dżemy i inne różane przetwory. Ja jednak, obok sklepów z pamiątkami, zaszedłem do małego sklepu spożywczego. Moją uwagę zwróciły leżące w lodówce niewielkie plastikowe butelki z dość prostą, wręcz prymitywną etykietą oraz zawartością o nijakim mętnym kolorze. Napis „boza” nic mi wówczas nie mówił, a pani ekspedientka koniecznie zachęcała do kupna nie umiejąc mi jednocześnie wytłumaczyć, co to jest. Kupiłem, wróciłem do pokoju, posmakowałem i cóż…fanem jej nie zostanę. Jak później doczytałem, boza to napój na bazie sfermentowanego zboża, popularny na Bałkanach i w Turcji. Smak bardzo „nijaki w swej specyficzności”, delikatnie to ujmując.

Spacerując uliczkami Wielkiego Tyrnowa, co i rusz zza budynków wyłania się górująca nad miastem twierdza. Twierdza Carewec, bo o niej mowa, zlokalizowana jest na wschód od zabytkowego centrum w odległości dosłownie kilku minut spaceru od niego. Pochodzący z okresu średniowiecza kompleks obronny należy do największych i najbardziej znanych tego typu obiektów w Bułgarii. W latach 90. XIV wieku odegrał ważną rolę w obronie miasta przed turecką inwazją. Po 3 miesiącach walk bułgarscy obrońcy ponieśli klęskę. Tym samym rozpoczął się okres najazdu i panowania osmańskiego na tych ziemiach.

Wejście na teren kompleksu jest odpłatne. Są wytyczone szlaki i ścieżki zwiedzania, jednak można spacerować w dowolny dla siebie sposób. Centralnym obiektem twierdzy jest zlokalizowany na szczycie wzniesienia Sobór Wniebowstąpienia Pańskiego. XIV wieczny obiekt, podobnie jak większość innych należących do twierdzy, został odbudowany w XX wieku. Cechą charakterystyczną świątyni, są znajdujące się w jej wnętrzu freski, nie dajmy się jednak zwieść, są one jedynie współczesną fantazją artysty.

Tym, na co nie da się nie zwrócić uwagi spacerując po terenie twierdzy, są rozpościerające się z jej wzniesień krajobrazy. Jak na dłoni widać stąd całe miasto, wraz z otaczającymi je wzgórzami.

Sobór Wniebowstąpienia Pańskiego
…i charakterystyczne freski w jego wnętrzu

W trakcie spaceru dostrzegam w dole malowniczo położne w zakolu i dolinie rzeki miejsce. Wzrok przyciągają szczególnie znajdujące się tam dwa mosty. Daleko nie jest, postanawiam więc się tam udać. Przy okazji będę miał zupełnie inną perspektywę na wzgórze i obwarowania, na których jeszcze chwilę temu byłem. Stromo opadająca droga i po kilku chwilach byłem już na miejscu. Widok nie zawiódł, patrząc z dołu, kompleks, a właściwie jego lokalizacja, robią wrażenie.

Tu też zakończyłem odkrywanie miasta. Wszystko co chciałem zobaczyć, zobaczyłem. Czas na odpoczynek i jeszcze krótki spacer po zmroku, bo kolejnego dnia o poranku zaplanowany był już kolejny etap bułgarskiej podróży…

W ramach krótkiego podsumowania jestem zobowiązany stwierdzić, że Wielkie Tyrnowo, to miejsce, które zdecydowanie warto odwiedzić. Ja nie żałowałem, nikt inny też nie powinien wyjeżdżać stąd rozczarowany. Jeden dzień, a nawet kilka godzin, powinno w zupełności wystarczyć na szybkie zwiedzanie i poczucie klimatu miejsca. Dojazd nie powinien stanowić problemu. Miasto znajduje się przy trasie z Sofii do Warny, kilka razy dziennie docierają tu rejsowe autobusy z powyższych miast (czas jazdy pomiędzy 3 a 4 godzinami) – polecam przewoźnika Union Ivkoni. Dojedziemy tu również z innych bułgarskich miejscowości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *