Uncategorized

Albania – Gjirokastra – białe dachy i tysiące schodów

Pisząc o Beracie, wspominałem, że jego zabytkowe centrum zostało wpisane na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Wpis ten nie dotyczył jednak jedynie Beratu, a został poszerzony również o historyczne centrum Gjirokastry. Te znajdujące się na południu kraju miasto było moim przystankiem na kolejne dwie noce.

Gjirokastra, nazywana również Gjirokastёr, to liczące niespełna 30 tysięcy mieszkańców przepięknie położone w otoczeniu gór miasto. Miasto, które śmiało mogę powiedzieć, że wciąż czeka na odkrycie przez turystów. Od Sarandy i najbliższych plaż dzieli je około 50 kilometrów i godzina jazdy, jeszcze bliżej jest do granicy z Grecją – 35 kilometrów. Samą Gjirokastrę możemy podzielić na górne i dolne miasto. Dolna część, to typowe współczesne albańskie miasto, idąc pod górę trafimy natomiast do jego zabytkowego serca z wąskimi, stromymi uliczkami, dawną zabudową i oczywiście górującym ponad wszystkim zamkiem.

W Gjirokastrze wynająłem pokój w niewielkim pensjonacie prowadzonym przez starsze małżeństwo. Typowy tutejszy dom z pięknym ogrodem zlokalizowany przy ciągnącej się stromo pod górę drogi prowadzącej do centralnego punktu lokalnej starówki. Stąd też rozpoczynam zwiedzanie miasta, kierując się od razu do jednej z piekarni. Zamawiam śniadaniowego byrka w wersji z mięsem mielonym.

Byrek (burek, börek) – popularny na Bałkanach, Turcji i krajach arabskich placek nadziewany farszem, najczęściej mięsnym lub twarogowym. Typowe danie śniadaniowe

Najstarsze zachowane w mieście budynki mieszkalne pochodzą z XVII i XVIII wieku. Zbudowane są oryginalnie z kamiennych bloków i charakteryzują się białymi elewacjami. Uznaje się, że styl ten nawiązuje do albańskiej wiejskiej zabudowy. Obecnie wiele z nich już przeszło lub jest w trakcie generalnych remontów przywracających dawny blask sprzed lat. W przyziemiach otwierają się liczne sklepy, bary i restauracje nadając staremu miastu przyjazny klimat, zachęcając do spacerów i spędzania tu czasu przez mieszkańców oraz turystów. Podobnie jak w Beracie i innych albańskich miastach, tak i w Gjirokastrze życie miejskie ożywa dopiero w godzinach wieczornych, kiedy słońce zachodzi, a temperatura spada do przyjaznych wartości. Ja rozpoczynając swój spacer przed południem mogłem liczyć na względne pustki i ciszę.

Chcąc zdążyć przed największym upałem, po śniadaniu udaję się w kierunku najbardziej rozpoznawalnego zabytku Gjirokastry – górującego nad miastem zamku. Jego historia rozpoczęła się już w XII wieku, w 1417 roku podczas najazdu na Albanię został zdobyty przez Osmanów. Przez większą część XX wieku twierdza pełniła rolę więzienia, gdzie przetrzymywano m.in. więźniów politycznych. Współcześnie w zamkowych murach funkcjonuje muzeum wojskowości, jednak tym, co według mnie najbardziej przyciąga, jest rozpościerający się z dziedzińca i nie tylko przepiękny malowniczy widok na położone poniżej miasto i otaczające je majestatyczne pasma górskie.

Schodzę z zamku by rozpocząć najbardziej przeze mnie lubiany sposób zwiedzania i poznawania każdego z odwiedzanych miast – włóczyć się jego ulicami bez mapy, bez konkretnego celu. Zaglądać tam, gdzie wydaje się ciekawie, fotografować to co interesujące, przyglądać się codzienności mieszkańców. Spaceruję zatem ulicami starej części Gjirokastry. Tu akurat nie ma zbyt wielu knajpek, są za to przede wszystkim stare budynki mieszkalne, wąskie i strome ulice, szkoły, sklepiki…powstaje też coraz więcej hosteli, hoteli i pensjonatów, a to znak, że miasto liczy na rozwój turystyki i chce gościć u siebie jak najwięcej przyjezdnych.

Jak już wspominałem, na tutejszych ulicach jest bardzo wąsko, stromo, w wielu miejscach nie ma również asfaltu. Nie przeszkadza to jednak w funkcjonowaniu komunikacji miejskiej. Niewielkie autobusy reglanie przemierzają dzielnice miasta, zajeżdżając również tam, gdzie byśmy się ich najmniej spodziewali.

Do Beratu przylgnęło określenie „miasto tysiąca okien”, tak o Gjirokastrze mówi się, że jest miastem tysiąca schodów, czasem też nazywa się ją miastem białych dachów lub kamiennym miastem. Wszystkie te określenia nie wzięły się znikąd. Przewyższeń, stromych podejść, a więc i schodów jest to na prawdę bardzo bardzo wiele. Na zdjęciach, szczególnie tych wykonanych z zamku, widać też białe, a właściwie bardziej szare, tutejsze dachy, o kamieniu, jako lokalnym budulcu już wcześniej wspominałem. Wszystko to sprawia, że Gjirokastra na prawdę wyróżnia się na tle innych miast w kraju, tworząc niesamowity klimat autentycznego, zabytkowego albańskiego miasta.

Tak jak bardzo uwielbiam jeść, tak bardzo upał i temperatura oscylująca w granicach 35 stopni nie zachęcają do objadania się aż nadto. Coś zjeść jednak trzeba i w ramach lekkiego obiadu zachodzę do niewielkiej restauracyjki przy jednej z ulic starówki. Restauracja skromna, bardzo typowa, ale to właśnie był to, czego szukałem. Obsługa składała się z jednego starszego pana, który był jednocześnie kucharzem i kelnerem. Menu krótkie i skromne, a więc dające gwarancję świeżości, co też jest jak najbardziej istotne. Zamawiam mięsne kotleciki w sosie, a właściwie czymś na wzór serowej zupy. Tak proste danie, a jakie przy tym smaczne. To jednak dosłownie i w przenośni przedsmak przed wieczorem.

Mniejszość Polska w Albanii nie jest zbyt liczna, ciężko oszacować ich liczbę, ale liczba stałych mieszkańców z korzeniami nad Wisłą raczej na pewno nie przekracza 100 osób. Wielu z nich mieszka w Tiranie, sporo osób rozsianych jest po miejscowościach wzdłuż wybrzeża…A w Gijrokastrze? Jak sam mówi o sobie, jest jedynym mieszkającym tu Polakiem. Eryk, bo tak mu na imię organizuje wycieczki po mieście, trekkingi po okolicznych górach, jeśli zatem szukacie przewodnika w tych okolicach, zostawcie komentarz tutaj lub na facebooku. Ja z Erykiem umawiam się na piwo i rozmowy o mieście, o tym jak się tu żyje, jaka jest Albania z perspektywy imigranta i jednocześnie mieszkańca.

Godzina coraz późniejsza, słońce coraz niżej, temperatura spada, więc i na ulicach starego miasta coraz tłoczniej. W barach wszystkie miejsca pozajmowane, mężczyźni sączą piwo i oglądają mecze Euro 2020, a właściwie 2021. W mieście została zorganizowana również strefa kibica, nie cieszyła się jednak zbyt dużym zainteresowaniem. Muszę jednak przyznać, że jej położenie, to zdecydowanie europejska ekstraklasa. Jak tu się skupić na meczu mając takie widoki wokół?

Nam również czas szybko mija, a człowiek zaczyna robić się głodny. Kilka kroków od ścisłego centrum i meldujemy się w bardzo niepozornej, rodzinnej knajpce – Tavernie Tradicionale. Miejsce, które z zewnątrz w zasadzie niczym się nie wyróżnia, kryje w swoich progach przesympatycznych właścicieli i przepyszne domowe jedzenie. Czas zacząć albańską ucztę!

Z zewnątrz niepozorne miejsce jakich wiele…
Właścicielka i szefowa kuchni we własnej osobie prezentuje właśnie przygotowane dania

Na stół trafiają świeża musaka, nadziewane bakłażany oraz sarma (w innych bałkańskich krajach oraz m.in. Turcji znana pod nazwą dolma), czyli farsz z ryżu lub mięsa i ryżu owinięty w liście winogron, potrawa bardzo podobna do polskich gołąbków. Jak na bałkańską ucztę przystało, nie mogło zabraknąć również alkoholu, a dokładniej nalewki z granatu i oczywiście rakii.

Szybko zapadł zmrok, a to doskonała sceneria, do odwiedzenia innego z ciekawych miejsc w mieście. Miejsca nieco tajemniczego, mrocznego…Nie każdy bowiem wie, że w słusznie minionych komunistycznych czasach panowania Envera Hodży wybudowano pod tutejszymi zamkowymi wzgórzami sieć tuneli. Jeden z nich jest otwarty i dostępny dla każdego. Nie trzeba kupować biletów, ani stać w kolejce, wystarczy wejść i w blasku niezbyt mocnych żarówek przespacerować się z jednego końca na drugi mając ponad swoimi głowami ulokowany na szczycie wzgórza zamek.

Czy to już wszystko, co można zobaczyć w Gjirokastrze? Oczywiście, że nie. Miasto kryje jeszcze wiele pięknych miejsc, których tu nie pokazałem. Między innymi muzeum ulokowane w tradycyjnym dla regionu zabytkowym domu (Skenduli Hause), muzeum etnograficzne, czy wreszcie dom, w którym urodził się dyktator Hodża. Gjirokastra, to miasto które jak mało które czeka na odkrycie i poznanie. Dla wypoczywających na wybrzeżu w okolicach Sarandy czy Ksamilu, to tylko około godzina jazdy. W sam raz na jednodniową (lub nawet i dłuższą) wycieczkę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *