Sycylia 2022

Włochy – Calascibetta – Sycylijskie miasteczko na wzgórzu

Podczas każdej podróży można mieć mniej lub bardziej konkretny plan , czasami warto jednak coś w nim zmienić. Tak też było przy tej okazji. Będąc na punkcie widokowym w miejscowości Enna zobaczyłem na sąsiednich wzgórzach pięknie położone malutkie miasteczko. Czemu by tam nie pojechać, nie zwiedzić? Wsiadłem w samochód i tak też zrobiłem.

Na początku miejscowości znajduje się niewielki parking i tam też zostawiam auto. Dalej nie mogę jechać, jest tam strefa dla mieszkańców i innych upoważnionych osób. Zresztą nawet bym tam nie chciał jechać, wąsko, ciasno, stromo i praktycznie bez wolnych miejsc do parkowania, zatem bez sensu, lepiej pospacerować.

Wioska jest mała i niezwykle klimatyczna, liczy około 4000 mieszkańców, a jej historia sięga aż starożytności. Środek tygodnia, południe, Calascibetta jak najbardziej typowe z typowych włoskich i sycylijskich miasteczek jest senna, pusta, czasem tylko przebiegnie jakiś kot…może gdzieś w kawiarni ktoś będzie leniwie pił espresso?

Nie myliłem się, pierwsze ślady życia i mieszkańców Calascibetty spotkałem na tutejszym rynku. Ktoś czytał na ławce gazetę, ktoś inny pił kawę w jednej tutaj otwartej malutkiej kawiarni. Piazza Umberto, to główny plac, a w zasadzie placyk miasta, w końcu wszystko jest tu kameralne. Jest…….

Na samym początku pisałem o starożytnych dziejach miejscowości. Otóż jakie było moje zdziwienie, kiedy podczas przemierzania kolejnych uliczek natknąłem się na fragmenty skalnego miasta. Dokładnie tak, identycznego jakie można zobaczyć w tureckiej Kapadocji. Czego jak czego, ale bizantyjskich skalnych miast na Sycylii się nie spodziewałem, a te nie jest jedynym w okolicy. Niestety tego zabytku w Calascibeccie od środka nie da się zwiedzić, pozostaje jedynie rzucenie okiem z zewnątrz.

Mijam kolejne wąskie uliczki, zabytkową zabudowę, wszędzie cisza i spokój. Jak nietrudno się domyślić, nie spotykam żadnych turystów, w zasadzie nie spotykam prawie nikogo. Czy w ogóle docierają tutaj jacyś turyści? Pewnie tak, ale raczej pojedynczy, jacyś zagubieni, albo tacy jak ja, którzy byli w okolicy, zobaczyli z oddali pięknie położone miasteczko i postanowili z ciekawości zajrzeć.

Jedna, druga, trzecia, kolejna uliczka i trafiam na niewielki plac i stojący przy nim kościół. Chiesa Madre, czyli „kościół matka”. Najważniejszy kościół w mieście. Stosunkowo niewielka (ale po co miałaby być większa?) świątynia została wybudowana już w XIV wieku w charakterystycznym bazylikowym układzie, tj. z obniżonymi nawami bocznymi. Kościół wielokrotnie niszczony, odbudowywany i rozbudowywany. Prawdopodobnie największych zniszczeń doznał podczas trzęsienia ziemi z 1693 roku, które to nawiedziło wschodnią Sycylię.

W sąsiedztwie kościoła udało mi się znaleźć punkt widokowy. Miasteczko położone jest na wzgórzach, zatem i widoki muszą się rozciągać stąd ciekawe. Typowa, środkowa Sycylia. Wzgórza, pola, łąki, budząca się do życia wiosenna przyroda. Tym razem w zasięgu wzroku nie dostrzegłem kolejnej ukrytej tajemniczej wioski. Mogłem więc oficjalnie zakończyć szybkie zwiedzanie Calascibetty. Ot taki godzinny spacer, który w sam raz wystarczył by obejść i zobaczyć wszystko to, co tu najciekawsze. Zapewne miasteczko jakich wiele na wyspie, ale wizyty i spędzonego tu czasu nie żałuję. Największym zaskoczeniem były jednak zdecydowanie pozostałości skalnego miasta. Czego jak czego, ale na Sycylii takich zabytków się nie spodziewałem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *