Brazylia 2023

Paragwaj – Ciudad del Este – Wszystko na sprzedaż

Trójstyk granic, Brazylia, Argentyna i ten trzeci. Paragwaj. Z całej trójki najmniej znany, najmniej popularny, najbardziej egzotyczny. Musiałem się tam wybrać choćby na chwilę. Nawet nie będę siebie i nikogo innego oszukiwał, że poznałem Paragwaj, spędziłem tam ledwie niespełna godzinę, ale co by nie mówić, moja stopa w tym kraju stanęła. Wszystko jednak po kolei.

Z okien mojego pokoju w brazylijskim Foz po drugiej stronie rzeki xxx widziałem paragwajski brzeg. W linii prostej jakieś niecałe 300 metrów. Aby tam się znaleźć opcje są dwie, a w zasadzie jedna. Pierwsza z nich, to wciąż budowany most , druga opcja, to istniejący od 1965 roku most Most Przemytników Przyjaźni. Zamawiam ubera i biorę kurs jak najbliżej wejścia na most po brazylijskiej stronie. Im bliżej mostu, tym dziwniej, okolica bardziej brudna, brzydka, magazynowa. Jakieś hale targowe, warsztaty, bazary. Jak to przy granicy, handel i przemyt kwitną. Na ulicy długa kolejka aut udających się na paragwajską stronę. Dla pieszych wydzielona jest osobna ścieżka, szczelnie ogrodzona kratami od jezdni i rzeki. Prócz mnie prawie nikt nie idzie. Mój krok też jakiś specjalnie pewny nie był. Właściwie to sam nie wiedziałem dokąd idę i co zastanę po drugiej stronie. Widok z daleka specjalnie zachęcający też nie był.

Kilka minut spaceru po moście i jestem na drugim brzegu. Jestem w Paragwaju. W budynku są stanowiska straży granicznej, wchodzę, zdążyłem się zorientować, że kontroli dokumentów nie ma u absolutnie żadnej, ale mam przynajmniej nadzieję, że dostanę paragwajski stempel do paszportu. Nic z tego, znudzony strażnik mi nie da, coś tłumaczy po hiszpańsku, ale nic nie rozumiem. No trudno. Idę dalej. Ciudad del Este czeka. Jest już po południu, pogoda posępna, czuję, że dużo czasu tu nie spędzę, ale przynajmniej się chwilę pokręcę, zobaczę co i jak i wrócę na brazylijską stronę.

Wszystko było jakieś dziwne, dzikie, bardziej brudne, chaotyczne. Ludzie biedniejsi, samochody bardziej zdezelowane, architektura jak z jakiegoś koszmaru. Pięć minut spaceru, a ja za bardzo nie wiedziałem gdzie jestem, trochę jak gdzieś w Afryce, trochę jak w Chinach, ale na pewno nie jak w Paragwaju. Przygraniczne miasta na całym świecie są jednak specyficzne i nietypowe. Tutaj wyjątku nie było. Pogoda dodatkowo budowała posępny nastrój.

Było już stosunkowo późno, więc nie chciałem też iść gdzieś bardzo daleko. W promieniu może 2-3 kilometrów od rzeki, a więc i od granicy z Brazylią rozciąga się dzielnica handlowa. Wszędzie, dosłownie wszędzie są hurtownie, sklepy z ubraniami, elektroniką, chińszczyzną i wszystkim innym, co można sobie wyobrazić. Najwięcej jest jednak chyba wszelkiego rodzaju elektroniki, oczywiście podrobionej pochodzenia bliżej nieokreślonego. Wiele ze sklepów nie ma typowych ładnych witryn, trzeba wejść do środka obskurnych budynków, gdzieś tam iść i dopiero trafia się do sklepów. Niestety ja byłem nieco za późno, ponieważ wszędzie trwało wielkie sprzątanie. Na ulicach rosły góry pustych kartonów, skrzynek i wszelkich innych śmieci. Większość tutejszych sklepów i „galerii handlowych” otwiera się bardzo wcześnie, około 6-7 rano i zamyka już o 15-16 godzinie.

Samo miasto Ciudad del Este dla większości osób nie jest celem samym w sobie, tylko punktem początkowym do zwiedzania reszty kraju. Podobno pozostała część miasta jest już nieco przyjemniejsza i nie pełni funkcji wielkiego przygranicznego bazaru. Nie ma tu jednak pięknych zabytków, okazałych pomników czy też innych symbolicznych miejsc. Mi zabrakło czasu na dłuższe zwiedzanie, ale też nie miałem na to specjalnej chęci, a i wcześniej wizyty tu nie planowałem.

Na koniec dwa zdjęcia miasta widzianego z brazylijskiego brzegu. Widok zdecydowanie nie zachwyca, ale wzbudza pewną ciekawość…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *