Uncategorized

Kaukaz 2019 – Z Gruzji do Azerbejdżanu – Kilka wskazówek dla jadących do Krainy Ognia

Wyjazd na Kaukaz postanowiłem podzielić na dwa etapy i dwa państwa. Pokazaną już Gruzję oraz nieznany i owiany lekką tajemnicą Azerbejdżan. Być tak blisko i nie skorzystać z okazji odwiedzin tego sąsiedniego kraju? Tym bardziej, że początkowo bilet na samolot miałem kupiony tylko w jedną stronę (liniami UIA przez Kijów do Tbilisi), powrót więc postanowiłem zaplanować z azerskiego Baku.

Z trzech zakaukaskich państw Azerbejdżan jest zdecydowanie tym najmniej popularnym wśród turystów. Zasadniczych powodów jest kilka. Po pierwsze – kwestia dojazdu. Nie dolecimy tu bezpośrednio z Polski, zresztą z innych lotnisk Europy oferta również jest skromna i dość droga. Można lecieć m.in z przesiadką w Kijowie, Mińsku, Rydze, Moskwie lub Stambule (ja wybrałem lot łotewskimi liniami Air Balic z przesiadką w Rydze – około 120 euro w jedną stronę). Do Baku można również dotrzeć bezpośrednim nocnym pociągiem z Tbilisi. Drugim kłopotem jest potrzeba posiadania wizy. Najprościej, najtaniej i najszybciej jest wyrobić ją za pośrednictwem oficjalnej strony https://evisa.gov.az/. Koszt wynosi łącznie 24 dolary, a wiza w formie pliku do wydruku powinna być gotowa w 2-3 dni.

Gruziński bilet na pociąg Tbilisi – Baku

Wizę wyrobiłem na około miesiąc przed wyjazdem, cały proces przeszedł bez problemu. Kolejnym krokiem było zorganizowanie transportu z Tbilisi do Baku. Bilet na pociąg dla pewności dostępnej miejscówki kupiłem już pierwszego dnia pobytu w Gruzji. Cena miejsca (łóżka) w wagonie standardu płackarty to 38,90 lari, czyli około 45 zł za 12 godzinną, bardzo komfortową podróż. Tanio.

Dworzec kolejowy w Tbilisi to tak na prawdę centrum handlowe z „dodatkiem dworca”. Aby znaleźć się w poczekalni i holu kasowym najpierw trzeba pokonać kilka pięter i przedrzeć się przez liczne sklepy z agd, ubraniami, komputerami i wszystkim innym, co akurat jest nam do niczego niepotrzebne. Na dworcu jestem bezpiecznie wcześnie, nieco ponad godzinę przed zaplanowanym na 20:35 odjazdem. Około godziny 20 na peron zostają wtoczone wagony. Jest to pociąg zestawiony z azerskich wagonów, lokomotywy i obsługi.

Do tej pory jeżdżąc dalekobieżnymi pociągami na Ukrainie, czy Białorusi decydowałem się na wybór wagonów wyżej klasy typu cupe z zamykanymi przedziałami. Tym razem jednak postanowiłem pojechać klasą III, czyli najbardziej popularną płackartą charakteryzującą się miejscami sypialnymi bez podziału na przedziały. Frekwencja w wagonie nie była wysoka, może około połowa zajętych miejsc. W szczycie sezonu letniego pasażerów jest jednak znacznie więcej. Chwilę po ruszeniu z Tbilisi pani prowadnica zaczęła roznosić pościel, można więc było powoli ścielić leżankę, uprzednio oczywiście przebierając się jak każdy w pociągowy dres i klapki.

Zanim jednak wszyscy zasnęli, po około godzinie jazdy przyszedł czas na najbardziej stresujący, przynajmniej dla mnie, moment tej podróży. Przekroczenie granicy. Powodem mojego małego stresu był mój paszport, a dokładniej wbita do niego pieczątka z Armenii. Jak powszechnie wiadomo, Armenia i Azerbejdżan są w stanie wojny od niemal 30 lat, a ślad pobytu w którymś z tych państw może przyczynić się do serii dodatkowych pytań, rewizji i nerwów podczas kontroli paszportowej. Azerska kontrola okazała się jednak wyjątkowo sprawna i nawet przyjemna. Do każdego z wagonów wchodziło po dwóch pograniczników z laptopem zajmując pomieszczenie służbowe prowadnicy na jednym z jego końców, a pasażerowie z paszportami ustawiali się w jednej długiej kolejce. Przekartkowanie paszportu, rzut oka na wizę, zrobienie zdjęcia i to tyle w moim przypadku. Żadnych pytań o wizytę w Armenii, żadnych krzywych spojrzeń, minuta i jestem „wolny”. Może tylko trafiłem na leniwego i zaspanego strażnika, a może problemy graniczne to jednak tylko legenda?…ciekawe jak będzie teraz wyglądała ta sytuacja po ostatniej wojnie w Karabachu…?

Dopijam pociągową herbatę i zasypiam…

Noc mija bezproblemowo, w mocnym śnie, jak to zazwyczaj w pociągach na Wschodzie. Budzik nastawiam na kwadrans przed ósmą rano, żeby mieć jeszcze czas poobserwować widoki zza okna, przebrać się i spakować.

Dalekie przedmieścia Baku, to obszar, delikatnie mówiąc, średnio atrakcyjny. Miejsca bardzo zanieczyszczone i zdegradowane przez wydobycie ropy naftowej. Wydobywa się ją tu niemal wszędzie, często bardzo prymitywnymi, archaicznymi metodami. Zieleni wokół również brak. Nieprzyjemny, lekko księżycowy krajobraz.

Chwilę przed 9 rano skład punktualnie wtacza się na peron bakijskiego dworca. Pierwsze co uderza po opuszczeniu wagonu, to niemal sterylna czystość i dziwny piaskowo – chemiczny zapach. Jest zupełnie inaczej niż w Tbilisi. Sąsiedni kraj, cała noc jazdy i znalazłem się w kompletnie innym miejscu. Dubaj Kaukazu wita!

Pierwszy problem pojawił się już po chwili. Niedzielny poranek, wszystkie punkty na dworcu zamknięte, a ja mam w portfelu tylko dolary i kilka gruzińskich lari. Otwartego kantoru nie widać, nikt też o takim nie wie, również przed dworcem. Nie chcąc wypłacać kasy z bankomatu, korzystając z leniwego niedzielnego poranka ruszam na rekonesans. W pobliskim centrum handlowym, po uprzedniej kontroli bezpieczeństwa przy wejściu, zapytany o wymianę gotówki ochroniarz kieruje mnie …na podziemny parking. Jak się domyślałem, nie było tam kantoru, ale była …maszyna do wymiany waluty. Wkładam dolary, a wyskakują mi tutejsze manaty. Prosta i ciekawa technologia. Z gotówką w ręku mogę ruszać na dalsze podboje…!

Sam Azerbejdżan nie jest w Polsce krajem dość znanym i popularnym. Jedni mogą go kojarzyć z (niezbyt dobrą) reprezentacją w piłkę nożną, inni natomiast przypomną sobie „Przedwiośnie” S. Żeromskiego i Cezarego Barykę. W ostatnich tygodniach i miesiącach natomiast znowu zrobiło się głośno o tutejszym konflikcie z Armenią o sporne terytorium Górnego Karabachu.

Azerbejdżan to kraj muzułmański, jednak zdecydowanie najmniej restrykcyjny. Kobiety nie chodzą z zakrytymi twarzami, alkohol kupimy bez większego problemu, również znajomość arabskiego do niczego nam się tu nie przyda. Azerbejdżan jest najbliżej powiązany z Turcją oraz Iranem. Tutejszy język azerski jest bardzo zbliżony do tureckiego, niektórzy uznają go nawet za jeden z tureckich dialektów. Powszechnie znany jest oczywiście również rosyjski, a w Baku także angielski (choć osobiście nie próbowałem się porozumiewać po angielsku). Jest to też najbogatszy i najbardziej rozwinięty kraj z trzech zakaukaskich republik. Wszystko dzięki posiadanym zasobom ropy i gazu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *